środa, 25 czerwca 2014

Rozdział 4 - "Amnezja"

     Kiedy ma się siedemnaście lat, przeważnie myśli się o zupełnie błahych rzeczach. Na jaki kolor pomalować paznokcie, jakie było zadanie z chemii czy którą bluzkę założyć. No dobrze, może przesadziłam. Myśli siedemnastolatków ograniczają się do seksu, alkoholu i imprez. Ale kto im zabroni? Nikt. Dopóki nie muszą myśleć o tym, czy dożyją jutrzejszego dnia. Nigdy nie spodziewałabym się, że musiałabym zastanawiać się nad tak absurdalną rzeczą. Trzeba pamiętać, że życie jest tylko życiem. W każdej chwili, sekundzie może się zmienić nie do poznania, jak to się stało w moim przypadku. Możesz zadawać sobie miliardy pytań "dlaczego ja?", lecz one i tak nic nie zmienią. Najwyraźniej zostałeś naznaczony przez los. Tak samo jak ja.

Siedziałam kolejny dzień w tym samym pokoju. Mimo, że był ładny, przestronny i nowoczesny, nie czułam się w nim dobrze. Czułam się w nim jak w klatce. Miałam momenty, że bałam się ruszyć z łóżka w obawie przed... Właściwie w obawie przed wszystkim. Zaczęłam się bać wszystkiego. W końcu dlaczego jeszcze nie jestem martwa? Dlaczego mogę leżeć sobie spokojnie, lecz w moim przypadku nie, na łóżku i być obsługiwaną? To wszystko sprawiało wrażenie co najmniej dziwnego, przerażającego. Jednak może wrażenie nie było tylko wrażeniem.
Od czasu mojej małej wymiany słów z psychopatą o imieniu Harry, nie widziałam go do tej pory. Cieszyło mnie to cholernie mocno. Irytowało mnie jednak, że ten człowiek ma dwa oblicza. Tak, pani Marley zaczęła zachowywać do mnie dystans od kiedy powiedziałam jej, że ON mnie porwał, ON zabił moją siostrę i ON nie jest normalny. Biedna twierdziła, że jest po prostu młodym człowiekiem mającym firmę. Tyle, że ja mówiłam prawdę.

Przez moją głęboką depresję nie miałam na nic ochoty. W szczególności na jedzenie, co wyszło mi na gorsze, ponieważ w nocy odczułam silny ból brzucha. Dziwiło mnie to, że nie jestem zamknięta w tym pokoju. Może mogłabym wyjść i uciec z tego domu? Gdziekolwiek, byleby nie spotkać już na swojej drodze Harry'ego Styles'a.
Po cichutku zwlokłam się z, trzeba przyznać, bardzo wygodnego łóżka i podeszłam na moich zimnych, bladych stopach do drewnianych drzwi. Nie byłam pewna, czy dobrze postępuję chcąc zejść na dół. Raz się żyje. Srebrna klamka wywołała cichy odgłos odblokowywania pod moim naciskiem. Dziękowałam Bogu, że w domu bruneta wszystko jest takie nowe. W moim prawdziwym domu, w Londynie skąd pochodzę, praktycznie każda klamka wytwarzała nieprzyjemny dla uszu pisk.
Rozejrzałam się dookoła. Zrobiłam krok do przodu zamykając przed tym drzwi od pokoju. Lekko się zachwiałam próbując odnaleźć się w ciemności. Podciągnęłam do góry zsuwające się dresy, które dała mi pani Marley. Nie wiedziałam do kogo należały, po prostu wzięła je z garderoby jej pracodawcy, a nie sądzę, żeby nosił on rozmiar S. Były one na mnie trochę za duże, ale co poradzić na to, że byłam wręcz za chuda? Zawsze wszyscy mi mówili, że mam niedowagę. Prawda była taka, że miałam, lecz bardzo lekką. Jednak przy moim wzroście, który wynosił niecałe 162 centymetry moja waga była dobra. Stres od zawsze wyżerał mnie od środka.
Zeszłam powoli na dół i najpierw skierowałam się do kuchni. To był praktycznie jedyny pokój, oprócz "mojego", w którym byłam. Ale pamiętałam, że za ścianą kuchenną znajdują się drzwi frontowe, ponieważ kiedyś na moich oczach pani Marley odbierała pocztę od listonosza.
Serce podeszło mi do gardła kiedy usłyszałam lejącą się wodę. Ciekawość wzięła górę, może tylko mi się wydawało. Pewnym krokiem weszłam do kuchni. Było ciemno, ale nie na tyle, aby nie można było dostrzec niczego. Jednak to nic właśnie było tym, co chciałam tam zastać.
Na moje nieszczęście chłopak zapalił światło, którego włącznik znajdował się obok niego. Stał naprzeciwko mnie trzymając w ręce szklankę, jak mogłam się domyśleć wody.
Teraz widziałam go dokładnie. Sięgałam mu do brody, co mnie przerażało. Zawsze bałam się wysokich, umięśnionych i niebezpiecznych chłopaków.

- Co ty tutaj robisz? - zdziwił się moją obecnością. Przez głowę przelatywały mi jak najgorsze  scenariusze, od tego, że brunet zabija mnie nożem kuchennym, po długą i bolesną śmierć.

Dzieliło nas około dwadzieścia centymetrów, a ja stałam przed nim na bezdechu i wpatrywałam się w moje bose stopy.

- Byłam głodna - powiedziałam po chwili namysłu drżącym głosem. Nie było mnie stać na głośny ton, ale miałam nadzieję, że brunet usłyszał.

- Ellen mówiła mi, że nic nie jadłaś - pokręcił głową. - Zrobię ci kanapkę.

Nie wierzyłam w to, co się działo. Mówił do mnie kompletnie inny chłopak niż morderca mojej siostry.
Czekajcie.
Może to znowu jakaś pułapka?

Brunet otworzył dużą, srebrną lodówkę i zaczął po kolei wyjmować z niej żywność. Kątem oka udało mi się zauważyć, że była bardzo dobrze zaopatrzona. Wcześniej jadając posiłki w tym pomieszczeniu nie zwracałam za bardzo na wszystko uwagi. Może to przez to, że po prostu teraz byłam niewyobrażalnie głodna.
Przeszłam za nim i zajęłam miejsce przy małym, kuchennym stole. Bawiłam się nerwowo końcówkami moich długich włosów. Bałam się, cholernie się bałam, bo to mógł być jakiś podstęp.

- Z czym chcesz? - spytał obracając się do mnie. Przez przypadek spojrzałam prosto w jego oczy, były zielone, spokojne. Odetchnęłam. Dziwiły mnie jego oczy. Wcześniej, kilka tygodni temu, kiedy jeszcze przetrzymywał... nas w piwnicy także je obserwowałam. Zawsze miał przerażająco ciemne, wręcz czarne, co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, iż był potworem. Jednak może to była tylko kwestia oświetlenia? To dosyć śmieszne, ale zawsze patrzę ludziom w oczy. Potrafię rozpoznać, kiedy kłamią.

- Nie jem mięsa - odparłam cicho szybko odwracając przy tym wzrok. Od dziecka w przeciwieństwie do... mojej siostry nie jadłam mięsa. Po prostu mi nie smakowało. Co innego ryby i owoce morza, które uwielbiam.

- W takim razie zrobię ci z sałatą, serem - wymieniał. - pomidorem... Jesz masło? - uśmiechnął się lekko. Pokiwałam mu w odpowiedzi na tak. Mój wzrok utkwił w zegarze ściennym. Była trzecia w nocy, co oznaczałoby, że gdy już zjem ową kanapkę, prawdopodobnie ją zwrócę.

- No tak, w sumie głupie pytanie - zaśmiał się. - W końcu większość je masło - zamilkł i wbił swój wzrok w lewe ramię, które było wytatuowane. Nie wiedziałam co to mogło oznaczać, ale jego zachowanie było dziwne.

Kiedy skończył przygotowywać mój posiłek, podał mi go, a sam poszedł na górę żegnając mnie krótkim "dobranoc". Byłam chorobliwie głodna, więc rzuciłam się na kanapkę jak łowca na zdobycz. Miałam wyrzuty sumienia, ponieważ czułam do bruneta nic innego niż obrzydzenie, nienawiść, strach. 

Nie wiem czy w ogóle wyjdę stąd żywa, ale jeśli jednak, obiecuję, że Styles nie pozostanie bezkarny.

***

- Amelie, pomożesz mi trochę? Chyba nie będziesz całymi dniami leżeć w łóżku - pani Marley jak zwykle była w dobrym humorze. Z dnia na dzień zmieniła do mnie nastawienie, na takie, jakie miała na początku. Tak jakby zapomniała o wcześniejszej akcji. To dobrze. Chciałam jej pomóc, ponieważ kobieta naprawdę musiała się napracować sprzątając tak duży dom, ale myśl, że będę sprzątać dom tego chuja wzbudzała we mnie odruch wymiotny.

- Ok - wzruszyłam ramionami i zeszłam z łóżka. Chwyciłam ścierkę, którą miałam powycierać wszystkie meble w pokoju i zabrałam się do roboty. W tym czasie pani Marley ścieliła moje łóżko, więc byłyśmy blisko siebie.

- Jeśli mogłabym ciebie spytać - zaczęła Ellen. Spojrzałam na nią, ale ona nie przerywała swojej pracy. - Co cię łączy z Harry'm?

Myślałam, że się opluję.

Kobieta obróciła się, kiedy zanotowała brak jakiejkolwiek reakcji z mojej strony. Po prostu stałam jak słup trzymając jasno różową ściereczkę w ręce. Rządziły we mnie w tamtej chwili różne uczucia. Od złości, smutku po radość. Ale ironiczną. Proszę was, to było komiczne. Jak ktokolwiek mógł zadać mi takie pytanie?

- Jeśli uważasz to za niestosowne, to przepraszam - zaczerwieniła się. - Ale po prostu to trochę dziwne, że jego dziewczyna chodzi codziennie w tych samych ubraniach, nie wychodzi z pokoju - chciała kontynuować ale jej przerwałam.

- Nie jest to dziwne ponieważ nie jestem jego dziewczyną - skrzywiłam się, jakby taka sytuacja w ogóle była możliwa. Ale nie była i nie będzie. Chryste Panie, jak on mógł powiedzieć, że jestem jego dziewczyną.

- Ale... Nie ważne - uśmiechnęła się do mnie i dokończyła ścielenie łóżka.

Nagle do głowy przyszedł mi genialny pomysł. 

- Oh, pani Marley, zapomniałabym! - starałam się być przerażona. - Byłam na dzisiaj umówiona z koleżanką, muszę wyjść, przepraszam - mówiłam w pośpiechu. Trochę ryzykowałam, ale nie obchodziło mnie to. Najważniejsze było, że gdyby Ellen Marley uwierzyłaby mi, wydostałabym się stąd i w końcu wróciła do Londynu. Nie ważne, czy obecnie znajdowałam się sto tysięcy kilometrów od niego, czy dwa.

- Jasne, idź! Przyda ci się towarzystwo - ponagliła mnie. 

Łatwo poszło.

Ubrałam pierwsze lepsze buty, należące do chłopaka - innych tu nie było. Wyglądałam w nich co najmniej dziwnie, ale nie wyjdę na dwór na boso, podczas gdy pada śnieg i jest ujemna temperatura. Przynajmniej tak mi się wydawało. Sięgnęłam po jakikolwiek płaszcz, przekręciłam klamkę i wyszłam.

Zapomniałam jak to jest oddychać świeżym powietrzem.
Poczułam się wyzwolona.
Lekka, spokojna, szczęśliwa.

Zamknęłam za sobą drzwi i obejrzałam się za siebie. Biała, olbrzymia willa. Dookoła niej rozpościerał się wysoki, murowany płot tego samego koloru. Wszystko wyglądało na nowe i co najmniej bardzo drogie.
Ruszyłam swobodnie przed siebie, aż przekroczyłam zamurowania. Znajdowałam się na jakiejś niezbyt ciekawej ulicy, właściwie w nieciekawej dzielnicy. Dom Styles'a w porównaniu do innych był jak... Biały Dom Prezydencki. Dokładnie.
Wszędzie było szaro, mimo pięknej zimy i bezchmurnego wieczoru.
Wzięłam nogi za pas i szłam przed siebie. Po prostu. Nie wiedziałam gdzie się znajdowałam, więc miałam nadzieję jak najszybciej znaleźć jakąś osobę, której będę mogła się o to zapytać.

Czy to był koniec? Koniec tego koszmaru?  Wydawało się to zbyt piękne, żeby było prawdziwe.

Musiałam niesamowicie ostrożnie stawiać kroki, ponieważ miałam wrażenie, że z moich stóp za chwilę spadną owe gigantyczne buty. Poprawiłam kołnierz czarnego płaszcza, który również był na mnie za duży i za długi. Pewnie ludzie, którzy musieli widzieć mnie w oknach myśleli, że urwałam się z wariatkowa. W połowie było to prawdą.
Zdecydowanie okolica nie należała do najprzyjemniejszych. Stare, szare bloki po prawej stronie i małe domki, baraki po lewej mrożyły krew w żyłach. Miało się wrażenie, że zaraz wyjdzie zza zakrętu kolejny psychopata. Styles mieszkał we właściwej dla niego dzielnicy, po prostu miał kupę kasy.
Zobaczyłam idącego z naprzeciwka mężczyznę. Przyśpieszyłam kroku aby przypadkiem nie skręcił gdzieś. Musiałam się dowiedzieć gdzie jest najbliższy przystanek autobusowy lub jakiekolwiek źródło komunikacji miejskiej.

- Przepraszam! - zwróciłam się do niego podbiegając. Na głowę miał założony kaptur od luźnej bluzy, więc nie widziałam dokładnie jego twarzy, w dodatku, że powoli się ściemniało.
- Dobry wieczór, mógłby mi pan powiedzieć jak dojść do miasta? - od dziecka miałam dobre maniery. Strzeliłam, że znajdowaliśmy się na jakimś przedmieściu.

- Jasne, ślicznotko - wychrypiał. Przez moje ciało dreszcz. Jego głos był przerażający. - Ale najpierw powiedz mi, co robisz samiutka w The Northeast? - zobaczyłam jak się uśmiechnął. Obrzydliwie. Tempo bicia mojego serca momentalnie przyśpieszyło. Myślałam, ze zaraz dostanę jego palpitacji.

- Może już pójdę - mężczyzna górował nade mną o ponad dwadzieścia centymetrów. Był idealnym odzwierciedleniem moich koszmarów, razem ze Styles'em. Wsadziłam ręce w kieszenie i chciałam ruszyć przed siebie, jednak silny uścisk dłoni na moim ramieniu temu zapobiegł.

- Nie tak szybko - mówiąc to szarpnął mną rzucając za krzaki, które znajdowały się przy poboczu. Moje oczy zaszły łzami, a sama zaczęłam krzyczeć.

- Zamknij się kurwo, albo cię zajebię - spoliczkował mnie. Przerzucił moje ciało przez ramię i podbiegł do jakiejś uliczki. Czułam się jak w jakimś tanim thriller'ze. Była to ślepa uliczka, zaułek.

- Proszę, zostaw mnie - szlochałam.

Mężczyzna zaczął zdejmować ze mnie dresy. Wolałam zginąć z rąk Harry'ego, niż zostać zgwałconą. Zimne powietrze uderzyło w moje uda. Byłam przegrana. Próbowałam wołać o pomoc, ale z każdą próbą wielka, szorstka, brudna dłoń zakrywała moje usta.
Poddałam się.
Za długo walczyłam, aby się poddać, ale po prostu to zrobiłam. Ta walka mnie już wykończyła, nie miałam sił na jej dalszą część.
Zamknęłam oczy i czekałam.
Czekałam na rozdzierający mnie od środka ból.
Ale nic nie poczułam. Nic nie słyszałam, oprócz bicia własnego serca. Otworzyłam oczy i tego widoku, który wtedy ujrzałam nie zapomnę do reszty swojego marnego życia.

On tam stał.
Patrzył na mnie z góry, z zakrwawionym nożem w dłoni. Miał na sobie skórzane, ośnieżone buty, czarne spodnie i całkiem podobny płaszcz do tego, który ja nosiłam. Pod jego nogami leżał martwy, obleśny gwałciciel.
Nie zrobiło mi się nawet przykro. Nie przestraszyłam się. Przyzwyczaiłam się do widoku krwi, cierpienia i śmierci. Czułam ulgę i w głębi duszy dziękowałam brunetowi za to, że mnie ocalił. Ale nie wiadomo, czy na długo.

Może i zgłupiałam przez te wszystkie zdarzenia, ale stojąc przede mną, morderca mojej jedynej siostry wyglądał jak anioł i diabeł w jednym wcieleniu. A ja nadal go tak bardzo nienawidziłam.

Chciałabym jutro po prostu obudzić się z amnezją, zapomnieć o wszystkim. Żyć nowym życiem, nie wracać do przeszłości. Jednak to będzie trudne.




_____________________________

Kochani, i jak rozdział? Wiem, trochę mało akcji ale obiecuję, ze niedługo będzie ciekawiej :)
Co sądzicie o Harry'm? I o pani Marley?
Dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze pod poprzednimi rozdziałami, to wiele dla mnie znaczy i motywuje :)

Komentujcie dalej, ponieważ w następnym rozdziale dowiecie się czegoś więcej o Harry'm, więc chyba warto ;)

OD RAZU ZAPRASZAM NA GENIALNE DWA FF: KLIK i KLIK !!!

Tweetujcie z hashtag'iem o Insane! #InsaneKidnapperPL

25 komentarzy = następny rozdział

czwartek, 19 czerwca 2014

Rozdział 3 - "Opętanie"

   Okaleczenie, zadanie bólu, dokonanie gwałtu... Takich rzeczy nie da się zapomnieć. Szczególnie, jeśli widziało się je na własne oczy.

Ale jeszcze gorsze jest morderstwo.

Mogę zliczyć na palcach dni, które minęły od śmierci jedynej bliskiej mi osoby. Dokładnie osiem. Tyle czasu już żyję ze świadomością, że i mój koniec nadejdzie lada chwila.
Musiałam patrzeć jak on robił te wszystkie rzeczy mojej siostrze. Cierpiała przez niego. Ja także.
Pragnęła śmierci, wiedziałam to. Ale na pewno nie takiej.

Prawdziwe piekło dla Celine zaczęło się nie wtedy, kiedy zielonooki ją zgwałcił, lecz w noc, w której odwiedził siostry w piwnicy. 

Nagle zapaliły się światła. Szatynka mogła dokładnie przyjrzeć się pomieszczeniu, w którym razem z Amelie przebywały. Ślady krwi na betonowej posadzce i zabójcze narzędzia nie były najstraszniejsze w tamtej chwili. Na samej górze schodów widniała wysoka, dobrze zbudowana sylwetka. Dziewczynę przeszedł dreszcz. Doskonale wiedziała, kim była owa postać. Rzuciła jeszcze raz ulotne spojrzenie na siostrę, która wydawać by się mogło, że spała. Wydawać.
Potwór powoli schodził ze schodów. Miał scyzoryk w ręce. Celine obdarzyła leżącą obok siostrę bezbronnym spojrzeniem. Zastanawiała się głęboko w duchu, dlaczego mężczyzna znęca się tylko i wyłącznie nad nią. 

- Czego chcesz? - dziewczyna odparła ochrypłym głosem.
Nie dostała odpowiedzi.
On zbliżał się coraz bardziej. Można było usłyszeć ciężkie bicie jej serca.
Bez słowa podszedł do Celine i z rozmachem wbił jej błyszczące ostrze w ramię. Czego innego można było się spodziewać oprócz przeszywającego całe ciało dziewczyny bólu? Niczego. Celine odczuwała już tylko ból.
- Zabij mnie - łkała. Miała dość.
Brunet odwrócił się na pięcie i wyszedł z piwnicy, pozostawiając dziewczynę, a właściwie dwie siostry, z tysiącem pytań bez odpowiedzi.

Przez kolejne dni zielonooki nie odwiedził Amelie oraz Celine. Łatwo było się domyśleć, że obmyślał plan zabójstwa dziewczyny. Nie lubił słów rzucanych na wiatr.


6 luty
Krew.
Ból.
Cierpienie.
Strach.
Płacz.
Przyjemność?
Dla jednej ze stron na pewno.
W końcu śmierć.
Była burzowa noc, kiedy dwudziestoletni mężczyzna pozbył się jednej z bliźniaczek. Jak zwykle rano i wieczorem wrzucał im butelkę wody i kromkę chleba - to i tak było dużo w warunkach, w których przebywały uwięzione. Siostry tego dnia nie odnotowały tejże czynności wykonywanej przez bruneta, przez co ich strach osiągnął ultimatum. Nie tyle co strach, ale i ulga. Jeśli monotonna czynność, codzienna rutyna nie została wykonana, musiało to oznaczać, że coś mogło się stać. 
Niestety nie wszystko idzie zawsze po naszej myśli.
6 luty, godzina 23. Amelie wraz z jej siostrą zwijały się głodu i strachu.
Tej nocy czuły się wyjątkowo dziwnie. Powoli umierały ich dusze. W zimnej, ciemnej piwnicy było słychać niestabilne bicie serc obu dziewczyn i pourywane oddechy. W ich głowach roiło się od pytań, ale jedno pozostawało najważniejsze - Do czego on zmierzał?
Nagle nastała cisza. Nie było słychać ani bicia serc, ani oddechów, nawet burzy.
- Boję się - przyznała Amelie. Przysunęła się bliżej siostry i wtuliła się w nią. Śmiało można było stwierdzić, iż siostry przeżywały jedne z najintymniejszych chwil w życiu.
Celine nie odpowiedziała. Jej wzrok, dusza, ciało było nieobecne.

- O czym myślisz?

- O nim.

Brunetka odetchnęła z ulgą, kiedy usłyszała jakąkolwiek reakcję siostry, lecz nie na długo. Dlaczego myślała o nim?
O potworze.
O psychopacie.
O zimnokrwistym zabójcy.
O największym koszmarze każdego człowieka.

- Dlaczego?
- Wiesz, Amelie... Jak człowiek się kogoś boi, to go nienawidzi. A jak go nienawidzi, to nie może przestać o nim myśleć - pokręciła głową.

O wilku była mowa. Jak na zawołanie, pojawił się u góry schodów. Schodził z nich powolnym krokiem trzymając coś w ręce. Właściwie, nie było to tylko coś. W jego dużej dłoni znajdowała się długa, przerażająca, zakrwawiona od wcześniejszych poczynań maczeta, oraz butelka wódki. Tak, dla Harry'ego Styles'a alkohol był najprostszą metodą wprowadzającą go w szaleńczy amok. W stan kompletnego, jeszcze większego niż normalnie opętania. Zapytacie, dlaczego? Jedni twierdzą, że był chory psychicznie. Inni natomiast, iż był po prostu potencjalnym, tudzież szalonym mordercą. Pozostaje pytanie, co jest prawdą. Aczkolwiek odpowiedź na nie, nie zmieniłaby absolutnie niczego.
Swoją wolną ręką zapalił lampy sufitowe w piwnicy. Jak na prawdziwy horror przystało, zamigały kilkakrotnie zanim ich blade światło wypełniło pomieszczenie.
Siostry siedziały w kącie. Modliły się, prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu. Wiedziały, że zielonooki oznacza niebezpieczeństwo, jednak jeszcze nie wiedziały jakie. Odkąd zobaczyły jego cień na górze schodów, nie patrzyły już więcej. Nie chciały.

- Odsuńcie się od siebie, proszę - wychrypiał ostro. Dziewczyny wzdrygnęły się i zrobiły to, co kazał.

- Celine, mała Celine - przykucnął przy szatynce. Powoli wyciągnął z kieszeni scyzoryk i gwałtownie przejechał nim wzdłuż policzka dziewczyny. Siedemnastolatka syknęła z bólu, a z rany zaczęła obficie sączyć się ciemnoczerwona ciecz. Brunet uśmiechnął się ukazując dwa dołeczki. Obrócił głowę w stronę Amelie i podał jej scyzoryk. Dziewczyna odsunęła się z przerażeniem w oczach. Nie wiedziała co się dzieje. Jedyne na co ją było stać, to na swobodne produkowanie litrów łez.

- Twoja siostra z wielką chęcią mnie wyręczy - warknął. Brunetka pokręciła przecząco głową i nieudolnie próbowała błagać go, aby przestał. Wymamrotał krótkie "nie, to nie" po czym odrzucił nożyk za siebie i sięgnął po leżącą obok maczetę. Z impetem wymierzył cios w szyję ofiary. Po piwnicy rozległ się mrożący krew w żyłach krzyk umierającej oraz jej siostry. Amelie nie mogąc dłużej tego znieść, zaczęła walić w betonowe, brudne ściany pięściami. Wariowała. Wiedziała, że została sama. Ostrze przebiło tętnicę jej siostry powodują niewyobrażalnie mocny krwotok. Naokoło leżącej szatynki i klęczącego chłopaka uformowała się już kałuża krwi. Oczy dziewczyny były zamknięte, wykrwawiała się, o ile już tego nie zrobiła. Zielonooki odkręcił swoją butelkę wódki i polał ostrą cieczą otwarte rany. Nie zwracał już uwagi na drugą nastolatkę, która wręcz umierała z rozpaczy i strachu. Był tylko on. W mordowaniu znajdował olbrzymią przyjemność. Można było powiedzieć, że był on całkowicie pochłonięty swoim "zadaniem". Jednym ruchem ręki zerwał z dziewczyny brudny ręcznik. Nie oddychała. Umarła.
Rzeczywistość niesamowicie przerażała Amelie. Nie mogła zamieścić w swojej głowie tego, że właśnie przed chwilą, 6 lutego późno po godzinie 23 jej siostra została zamordowana na jej oczach, a sama ona przebywała niecałe pięć metrów od psychopaty. Harry jeszcze raz chwycił swoją maczetę i rozpruwał nią brzuch martwej dziewczyny. Obrócił się w stronę dygoczącej Amelie i zaprzestał swoim poczynaniom.
Najbardziej prawdopodobne było faktycznie to, że Styles był chory. Coś w środku niego mówiło mu, że musi zabijać; że sprawia mu to przyjemność. Ale coś innego mówiło, aby przestał. Rzadko, ale jednak.

- Możesz iść na górę. Ja się nią zajmę - powiedział do brunetki.

   Siedziałam na łóżku w jasnym, ogromnym pokoju z kompletną niewiedzą. Niewiedzą na temat mojego życia. Na prawdę nie wiem, co takiego zrobiłam, że zostałam tak mocno pokarana. Nie Celine, której obraz śmierci nadal pojawia mi się w głowie każdej nocy, ale ja. Ja musiałam patrzeć na to wszystko. Od czasu, kiedy nie mieszkam już w piwnicy, czuję się jeszcze bardziej podatna na skrzywdzenie. Coś jest nie tak.
Dostałam nowe ubrania, nawet pokój z łazienką. Nie wychodziłam z niego całymi dniami, oprócz pór jadalnych. Okazało się, że Harry'ego, bo tak miał na imię ten morderca, nie było za dnia w domu. Pan Bóg jeden wie, co robił. Jego dom był olbrzymi, nowoczesny i zapewne bardzo drogi. W życiu nikt nie pomyślałby, że gdziekolwiek znajduje się jakaś piwnica. Sama nawet nie wiem, gdzie ona jest. Zdążyłam zauważyć, że gotowała mi bardzo sympatyczna sprzątaczka. Nie wiem jakim cudem zgodziła się na tą pracę. Albo brunet dobrze ukrywa swoje prawdziwe ja, albo to jest jego kolejna ofiara.
Pani Marley uchyliła piękne, mahoniowe drzwi i weszła do środka z kubkiem herbaty.

- Pomyślałam, że na pewno jesteś spragniona - obdarzyła mnie dużym uśmiechem odkładając parujące naczynie na szafkę nocną. Podziękowałam jej i delikatnie odwzajemniłam uśmiech. Podciągnęłam moje kolana pod brodę i zaciągnęłam się rozchodzącym po pokoju zapachem herbaty malinowej. Odprowadzałam wzrokiem kobietę w podeszłym wieku, kiedy nagle ta się zatrzymała.
- Nie wyglądasz dobrze - swoim tonem dała mi jasno do zrozumienia, że jest zmartwiona. Przez te kilka dni zdążyłam się zapoznać z blondynką, ale nasze rozmowy ograniczały się raczej do tego, co chcę na śniadanie czy obiad. To znaczy, moje. Pani Marley była bardzo rozmowną, towarzyską kobietą, aczkolwiek nie miała bladego pojęcia przez co przechodziłam. Zaczekajcie. Może miała? Może ona jest kolejną pułapką?

- Jak miałabym wyglądać? - westchnęłam w końcu. - Może pani mi powie, co ja tu robię?

- O ile dobrze mnie poinformowano, Amelie, jesteś dziewczyną pana Styles'a - uśmiechnęła się nieco zdezorientowana. Kiedy usłyszałam słowa opuszczające usta sprzątaczki, myślałam, że oczy wyjdą mi z orbit. - Ale ja tu tylko sprzątam... Poprosił mnie, abym miała panienkę na oku. Może coś pokręciłam - próbowała się tłumaczyć widząc moją reakcję.

- Pani Marley - jęknęłam zrozpaczona. - Wie pani, czym ten mężczyzna w ogóle zajmuje?

- Oczywiście, że tak - zaśmiała się. - Dziwi mnie tylko, że ty nie wiesz. Jesteś Amelie, prawda?

- Jestem Amelie Hellfront, mam siedemnaście lat i zostałam porwana! Nie wiem dlaczego jestem tu, właśnie w tej chwili! - łzy zbierały się w kącikach moich oczu. - On zabił moją siostrę!

- Nie rozumiem o czym do mnie mówisz - kobieta przestraszyła się mojej reakcji. - Pan Styles mimo swojego młodego wieku ma własną firmę. Jest człowiekiem sukcesu - kręciła głową. O kurwa, czy on wszystkich robi w chuja, czy to tylko sen?

- Nie, to nie jest prawda!

- Dziewczyno, czy ty coś brałaś? Pomagam w jego domu od prawie dwóch lat. Znam go jak własnego syna. Miał wzloty i upadki, ale to o czym ty do mnie mówisz jest wprost absurdalne.

Miałam dosyć. Niech ta kobieta się wynosi z "mojego" pokoju, albo oszaleję. Naszą wymianę słów przerwało trzaśnięcie drzwiami. Wrócił?

- Do zobaczenia jutro. Wyśpij się Amelie.

Mówiąc to, wyszła. Usłyszałam, jak schodzi po schodach, a potem wita się z nim i wychodzi. Na prawdę zastanawiało mnie to, z kim przebywałam pod jednym dachem.
Zerknęłam na znajdujący się obok mnie kubek z gorącą herbatą. Zastanawiałam się, czy go wypić, czy też wylać do umywalki. Niby nie zatrułam się posiłkami sporządzonymi przez panią Marley, ale wszystko zaczęło stawać się dla mnie coraz bardziej podejrzane. Mój wzrok powędrował na duże okno po drugiej stronie pokoju. Widok z niego był całkiem niezły, ponieważ reprezentował zadbany, ogromny ogród z wielkim basenem pośrodku. Kim był Harry Styles? Jestem pewna, że zabił poprzedniego właściciela tego domu, a zarazem właściciela jakiejś firmy i przejął po nim tożsamość.
Moja wyobraźnia działa za dwojga...

- Amelie.

Przestraszyłam się, kiedy usłyszałam swoje imię. Obróciłam się i zobaczyłam stojącego w drzwiach bruneta. Boże, jak ja bałam się i nienawidziłam tego człowieka.

- Nie wiesz kim jestem.

O czym on mówił? Starałam się ignorować go, ale po dłuższym namyśle to mogłoby spowodować problemy. Nie chciałam zostać zraniona.

- Nie chcę się dowiedzieć - odparłam patrząc w kryształowy żyrandol nad łóżkiem. Usłyszałam zgrzytnięcie zębami. Przygotowywałam się na najgorsze. Mogłam umrzeć. Teraz nie miałam po co żyć.

- Ellen powiedziała, że źle wyglądasz - odchrząknął. Ellen? Tak pewnie musiała mieć na imię Pani Marley. Kiedy usłyszałam słowa chłopaka, zagotowało się we mnie.

- O czym ty do chuja do mnie mówisz?! Porwałeś mnie, przetrzymywałeś w jakiejś norze bez jakiejkolwiek nadziei na przeżycie - zatrzymałam się, aby przygotować się emocjonalnie na kolejno wypowiedziane przeze mnie słowa. - Zabiłeś moją siostrę... A teraz? Teraz kurwa pierdolisz mi, że źle wyglądam! Kim ty człowieku jesteś?! - wrzeszczałam przez łzy. Nie miałam już dla kogo walczyć, więc robiłam to dla siebie.

- Czyli jednak chcesz się dowiedzieć, kim jestem - powiedział po chwili. Jego źrenice powiększyły się tak, że wyglądało to jakby miał czarne tęczówki. Wyglądał przerażająco. - Jestem twoim największym koszmarem - mówiąc to podszedł do mnie i złapał za nadgarstki. Miałam wrażenie, że jego palce już formują na nich siniaki. Odwrócił się i wyszedł trzaskając drzwiami.

On ewidentnie był opętany.
 


 Opętanie – stan umysłu, w którym poszczególny człowiek odczuwa, że znajduje się pod wpływem zewnętrznej, niefizycznej, najczęściej osobowej siły, lub zachowuje się w sposób, który sugeruje taki stan osobom trzecim. Według wielu religii oraz wierzeń ludowych opętanie może być formą zawładnięcia ciałem przez duchy lub demony.

https://24.media.tumblr.com/tumblr_m7g4d3xpRM1rbx94qo1_500.gif


________________________________

Ta daaam! Wiem, powinnam dostać w twarz za tak długie nie dodawanie rozdział
Ale wróciłam! Mam nadzieję, ze wam się podoba :) Przyznam szczerze, że to jest chyba najdłuższy rozdział jaki napisałam w życiu lmao xd Ma aż *werble* 1942 słów! Spodobało mi się to, wiec teraz oczekujcie tylko takich długich, szczególnie, że są WAKACJE.

Moi drodzy, w końcu doczekaliśmy się wakacji, co za tym idzie sezonu na fanfiction haha.
  Z tejże genialnej okazji zapraszam na absolutnie obłędne fanfiction o Harry'm autorstwa @guccinialleh !  »» aggressive-fanfiction.blogspot.com ««

Hashtag: #InsaneKidnapperPL 

20 sensownych komentarzy = nowy rozdział

Mam nadzieję, ze wiecie, iż kocham długie komentarze. Takie zawsze podnoszą mnie na duchu i motywują do dalszego pisana :) 

sobota, 31 maja 2014

Rozdział 2 - "Piekło"

   Krzyk. To wszystko co zdołałam usłyszeć od mojego przebudzenia. Byłam przerażona. Dosłownie. Nic nie pamiętałam z ostatniego wieczoru. Może nawet nie ostatniego. Bóg jeden wie, ile czasu znajdowałam się w tej obskurnej piwnicy. W głębi duszy modliłam się, aby to był tylko jakiś głupi żart Celine i jej znajomych. Ale jej tu nie było. Nikogo oprócz mnie tu nie było.
Jednak ktoś musiał. 

Kolejny przeraźliwy krzyk wydobył się jakiegoś pomieszczenia nade mną. Teraz śmiało mogłam rozpoznać, że należał on do mojej siostry. Była tu, ze mną. 
Próbowałam się podnieść, ale uniemożliwił mi to okropny ból nóg. Spojrzałam na nie z góry i zaparło mi dech w piersi. Moje kończyny były całe posiniaczone. Ich barwa przechodziła z bordowych plam do ciemno fioletowych. To nie mógł być żart. Nikt by się tak daleko nie posunął.
Odczułam nagły skok adrenaliny, kiedy drzwi się otworzyły, a przez nie została wepchnięta dziewczyna. Naga.
Moja siostra.
Szlochała, trzęsła się. Była pobita. Nie byłam zdolna do patrzenia na nią. Co dopiero do wypowiedzenia jakichkolwiek słów. 
Gdzie my byłyśmy? Co się do cholery działo?!

- Obudziłaś się - podeszła do mnie klękając i zakrywając się zakrwawionym ręcznikiem. Jej głos był niewyraźny i ochrypły.

- Gdzie jesteśmy? - zapłakałam. Może to jednak ja byłam słabszą siostrą.

- W piekle - odparła szlochając. 

 Miała rację.

***

- Jest wysoki, ma pełno tatuaży... Kręcone włosy i zielone oczy to wszystko co udało mi się zapamiętać, zanim zamykałam oczy - odparła Celine. 

Była noc, skręcałam się z głodu i z zimna. Wypytywałam mojej siostry o wszystko, co jej robił.
Okazało się, że narkotyk wstrzyknięty w noc naszego porwania zadziałał na mnie ze zdwojoną siłą, ponieważ byłam nieprzytomna ponad trzy dni.

- Nie chcę już nic pamiętać - ścisnęła pięści. - Gwałcił mnie... 

Byłam pod jednym dachem z gwałcicielem, porywaczem i może jeszcze potencjalnym mordercą.

-Bił.

Bałam się. Przeraźliwie bałam się tego, co miało zdarzyć się już wkrótce. Wiedziałam, że drzwi od piwnicy otworzą się, a w nich ujrzę sylwetkę opisanego mężczyzny. Będzie chciał już nie tylko mojej siostry, ale i mnie.
Dlaczego to zdarzyło się mi?
Nie zasługiwałam na wszystkie moje blizny na ciele.
Nie zasługiwałam na bolesne wspomnienia z dzieciństwa.
Nie zasługiwałam na samodzielne wychowywanie się i patrzenie na to całe gówno, zwane życiem.
Ale jeśli tak miało wyglądać życie, w takim razie na nie też nie zasługiwałam.
Nie zasługiwałam, aby żyć.
Byłam czemuś winna? Jeśli tak, dajcie mi znak.

- Amelie? - siostra spojrzała na mnie wycieńczonym wzrokiem. Rozpadała się na drobne kawałki. Ona też na to nie zasłużyła. - Pamiętaj, że cię kocham - wypowiadając te słowa ścisnęła mnie za rękę tak mocno, że pozwoliła mi przywołać wspomnienia.


Był wietrzny, październikowy wieczór. W powietrzu można było wyczuć zapach spalin samochodowych z pobliskiej drogi. Na polu bawiły się całkowicie niczego nieświadome dwie, siedmioletnie dziewczynki. Siostry Hellfront od zawsze były uważane za nierozłączne. 
- Pani Collins ostatnio powiedziała mamie, że jeśli nadal będziemy tak hałasować, trafimy do piekła - zaśmiała się wyższa szatynka. Celine zawsze miała najnowsze informacje, którymi dzieliła się z siostrą.
- Skąd to wiesz?
- Usłyszałam - wzruszyła ramionami i wskoczyła w stertę zagarniętych, jesiennych liści. Amelie wydawała się być zmartwiona obojętnością siostry. Przez jej drobne ciało przeszedł dreszcz, spowodowany silnym podmuchem wiatru.
- A co jeśli trafimy? - spytała się brunetka.
- Am, zabawa to nic złego! Pani Collins to staruszka, pewnie słyszy wszystko dwa razy głośniej niż powinna
- zaśmiała się Celine.
- Zawsze wydawało mi się, że starzy ludzie niedosłyszą.
- Skończ filozofować Amelie. Piekło nie istnieje, koniec kropka - siostry chwyciły się mocno za ręce i nawiązały kontakt wzrokowy, jak to miały w zwyczaju robić.


"Piekło nie istnieje". Celine myliła się. Myliła się jak cholera, ale pewnie już sama zdążyła się do tego przyznać.
Spojrzałam na zegar ścienny wiszący naprzeciwko mnie. Trzecia w nocy. Byłam ciekawa, czy ktokolwiek zainteresował się naszym zniknięciem. Nie chciałam tracić nadziei, więc widziałam małe światełko w tunelu. Jeśli policja została powiadomiona, znajdą nas i uwolnią. 
Jeśli przeżyjemy.


Perspektywa Celine

   Patrząc na moją siostrę, myślałam nad tym, czy wybrałam właściwą drogę w życiu. Gdybym nie zaciągnęła jej kolejny rok z rzędu na tą imprezę, nie doszło by do... tego. Jednak gdyby ona nie siedziała wtedy pod tym mostem, wszystko też by się inaczej potoczyło. Chociaż, kto wie. Może los nas naznaczył.
Skanowałam swoje ciało od góry do dołu. Byłam zawinięta jedynie w zakrwawiony ręcznik, ponieważ zostałam pozbawiona ubrań. Na moich obu stopach znajdowały się głębokie nacięcia. Była to jego pierwsza zabawa. Miał na celu okaleczyć mnie na tyle mocno, abym nie mogła samodzielnie chodzić. Udało mu się. Oczywiście realia zmuszają do używania swoich nóg, co sprawia mi taki ból, jakby ktoś wbijał mi noże.
Kostki miałam posiniaczone. Było to związane z pierwszym gwałtem. Trzymał mnie za nie tak mocno, że krew nie dopływała mi do reszty kończyn.
W ciągu trzech dni brunet zdążył już zdeformować kawałek mojej nogi. To najboleśniejsze wspomnienie w moim życiu. Kiedy zaczęłam się awanturować, on po prostu wziął nóż, bez zawahania wbił go w moje udo i wiercił w nim dziurę.
Nienawidziłam tego człowieka bardziej niż czegokolwiek. Stój. Jego nie można nazwać człowiekiem.
Człowiek ma cechy ludzkie, a takich nie można by było się doszukać u zielonookiego.
On był potworem, a ja z moją siostrą jego zdobyczą.
Byłyśmy skończone.

Usłyszałam nad sobą ciężkie kroki. Momentalnie moje serce przyśpieszyło. Noce jak dotąd były jedynym czasem, w którym nie musiałam go oglądać. Wydawało mi się, że ten psychopata prowadził podwójne życie, ponieważ co wieczór słyszałam głośne jęki dziewcząt z góry. Aczkolwiek dziś nic nie słyszałam.

Nie wiedziałyśmy nawet, gdzie jesteśmy. Bycie zakluczonym w piwnicy i odizolowanym od świata jest naprawdę męczące, szczególnie jeśli idzie w parze z atrakcjami fundowanymi przez mężczyznę. Ale znajomość naszego położenia i tak by na nic się nie przydało.
Kiedy byłam na górze, zdążyłam się rozejrzeć o budynku, w którym się znajdowałyśmy. To na pewno był jakiś dom. W dodatku całkiem ładnie urządzony, pomijając obskurną piwnicę.
Tak bardzo jak chciałam się stąd wydostać, chciałam umrzeć, gdyż pierwsza opcja na chwilę obecną wydawała się być wręcz niemożliwa.
 
W pomieszczeniu zapaliły się światła. Kto je włączył? Mogłam zauważyć pełno śladów krwi na betonowej podłodze. Jakby tego było mało, w piwnicy znajdowało się pełno narzędzi zbrodni. Noże, młotki, strzykawki, lina... Nawet krzesło elektryczne. Skierowałam swój wzrok na Amelie, która spała i na otwarte drzwi u góry schodów.

On tam stał.








____________________

Za nami rozdział 2 ;)
Na razie nudno, ale rozkręci się. Dziękuje za wszystkie komentarze, których mam nadzieję, że będzie więcej, ponieważ uwielbiam czytać wasze opinie, które mega mnie motywują do dalszego pisania :)


20 komentarzy = Rozdział 3

piątek, 23 maja 2014

Rozdział 1 - "Most"

   Stawiałam powoli chwiejne kroki. Jak co roku na sylwestra, razem z Celine wybrałyśmy się na wielką imprezę przy London Eye. W przeciwieństwie do mojej siostry, nie lubiłam takich klimatów. Upijanie się do nieprzytomności i nocne przygody zdecydowanie nie leżą w mojej naturze. Nigdy nie zapomnę, jak jeszcze niedawno, kiedy ja wieczorami uczyłam się do szkoły, Cel wychodziła z domu. Moja siostra niezwykle przyciąga pech. Pamiętam, że kiedyś mama przyłapała ją w łóżku z chłopakiem, a innym razem znalazła w jej torbie saszetkę używek. Nie, żeby Celine była jakaś zdemoralizowana. Ona po po prostu lubiła się bawić.

- Kogo ja widzę! Siostry Hellfront! - usłyszałam za swoimi plecami męski głos. Automatycznie obróciłam się na pięcie i zobaczyłam Daniel'a. Daniel Gouldoup był duszą towarzystwa. Bez niego nie było żadnej imprezy. Przynajmniej tak mawiała moja siostra.

Zanim się spostrzegłam, Daniel i Celine mierzyli się wzajemnie wzrokiem. Niedopowiedzeniem byłoby to, że Gouldoup ślinił się na widok Cel. Miałam przeczucie, że jeszcze tej nocy trafią do jednego łózka. W sumie, tylko pozazdrościć. Cała żeńska część naszej szkoły ugania się za tym blondynem.

- Amelie, widzisz tamten bar? - Daniel zwrócił się w moją stronę wskazując bardzo zatłoczony punkt przed nami. Skinęłam lekko głową. Czułam się zażenowana tym, że tym razem nie znałam tu zbyt wielu ludzi. W zeszłym roku przyszłam tutaj jeszcze z moją przyjaciółką, Steph, ale ona wyjechała gdzieś z rodzicami.
- W takim razie zamów nam jakiegoś drinka. Ufam ci - puścił mi oko.

Chętnie odpowiedziałabym mu coś błyskotliwego na jego nagłe żądanie, ale pan Bóg nie miał w planach dać mi choć trochę ciętej riposty. Jedyne co zrobiłam to odwróciłam się i poszłam wypełnić moje zadanie. Nienawidziłam w sobie mojej nieśmiałości, braku odwagi. Przeciskając się przez grupki ludzi zobaczyłam w oddali most. Tak czy inaczej, nudziło mi się. Miałam całkowity olew na moją siostrę i Daniel'a, więc poszłam w jego kierunku.

Podeszłam pod trawiastą górkę na ostatkach sił, ponieważ uwierzcie, kilka godzin w szpilkach dawało o sobie znać. Za sobą mogłam usłyszeć głośną muzykę i śmiechy rozbawionych ludzi czekających na nowy rok, który miał nastąpić dokładnie za niecałą godzinę. Mogłam sobie jedynie wyobrazić, że ani Celine, ani Daniel nie przejęli się moim nagłym zniknięciem. Usiadłam pod mostem i zaczęłam się zastanawiać, jakby wyglądało moje życie, gdybym miała obojgu rodziców.

Kiedy miałyśmy po sześć lat, nasz ojciec zginął w wypadku samochodowym. Zderzył się z ciężarówką. Od czasu śmierci taty nie rozmawiałyśmy na jego temat. Szczególnie z mamą. Popadła w depresję od razu po zdarzeniu. Niestety tak silną, że można by ją było brać pod uwagę w zaburzeniach psychicznych. Popełniła wiele nieudanych prób samobójczych. Wiele razy znajdowałyśmy ją całą zakrwawioną w łazience, czy też spitą do nieprzytomności w salonie. Jak można wywnioskować, nasze dzieciństwo nie należało do kolorowych. Na szczęście Eveline, bo tak nazywa się moja mama, opamiętała się krótko po tym, jak pierwszy raz przyłapała Celine na piciu alkoholu w wieku trzynastu lat. Dotarło do niej, że swoim zachowaniem niszczyła nas. Nadal nasze relacje z rodzicielką nie są zachwycające, ale czego można się spodziewać, po takich przejściach.

Nie zorientowałam się nawet, kiedy moje policzki zrobiły się mokre od łez. Nienawidziłam tego uczucia. Nie mogłam nigdy przezwyciężyć tego, iż nie umiem po prostu zapomnieć. To co się zdarzyło, nie odstanie się.

Usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Otworzyłam moją kopertówkę i odebrałam.

- Am, gdzie ty do chuja jesteś?! - usłyszałam krzyk mojej siostry. Nie mogłam odróżnić, czy był to krzyk złości, czy raczej z przymusu przez hałas.

- Gdzieś pod mostem - wzruszyłam ramionami. Brunetka westchnęłam dosyć głośno.

- Wracaj, za pięć minut nowy rok! - zapiszczała podekscytowana.

Nie miałam zamiaru teraz tam wracać. Jakaś wewnętrzna siła ciągnęła mnie do zostania pod tym strasznie brudnym mostem. Czułam się z tym dziwnie. Spodobało mi się to miejsce. Samotność i cisza dominują tutaj. Cisza, bez względu na to, że niecały kilometr stąd odbywa się impreza na kilka tysięcy ludzi. Ta sama siła podpowiedziała mi, że mojej siostrze też spodobałoby się to miejsce.

- Chodź tu, proszę.

- Cholera, Amelie, nie wygłupiaj się.

- Przyjdź! Na prawdę. Tu jest... przyjemnie - zawahałam się. Nie widziałam sensu wzywania tu mojej siostry, ale jak już wspominałam, coś kazało mi to zrobić.

- Oh, gdzie jesteś? - zaburczała.

***

- Myślałaś kiedyś o tym, jak nasze życie wyglądałoby, gdyby nie śmierć taty? - spytałam prawie zasypiającą Cel. Była na mnie zła, że kazałam jej tu przyjść. Cóż, przynajmniej odciągnęłam ją od alkoholu.

- Przestań - warknęła. Doskonale wiedziałam, że ten temat był dla niej drażliwy. To ona może wydawać się silniejszą bliźniaczką, ale w prawdzie rzeczy jest inaczej. Wszystkie wydarzenia sprzed kilku lat zniszczyły ją od środka.

- Rozmawiaj ze mną.

Nie doczekałam się odpowiedzi. Zamknęłam swoje oczy próbując sobie wyobrazić małe dwie dziewczynki, które dostają po gałce lodów waniliowych od swojego ojca.
Ale przecież chciałam zapomnieć. Więc czemu znowu to robię?

- Cel, przepraszam - odetchnęłam. Obróciłam głowę w bok, patrząc w miejsce gdzie przed chwilą siedziała moja siostra.

Ale jej już tam nie było.

Spanikowana chciałam podnieść się z wilgotnej trawy, jednak coś mnie zatrzymało. Poczułam ukłucie w lewym ramieniu. Momentalnie zaczęłam robić się ospała. Ostatnią rzeczą którą udało mi się zrobić, to obrócić głowę do tyłu.

Jak przez mgłę udało mi się zobaczyć mojego napastnika. Jedyne co zapamiętałam, to czarne, świecące, pełne złości oczy. Były przerażające.

I nagle film mi się urwał.










____________________

Jezus Maria... Napisałam go. Jest rozdział pierwszy i szczerze mówiąc, nie jest dokładnie taki, jaki sobie zaplanowałam.

Ale pierwsze śliwki robaczywki xd


Wyrażajcie swoje opinie w komentarzach ;)


20 komentarzy = Rozdział 2



Prolog

" 2 stycznia, Londyn, Anglia
W noc sylwestrową zaginęły dwie bliźniaczki, siostry Hellfront. Ostatni raz widziano je przy London Eye w towarzystwie znajomych, skąd prawdopodbnie zostały uprowadzone. "


" 15 stycznia, Londyn, Anglia
Nadal trwają poszukiwania siedemnastoletniej Amelie i Celine Hellfront. Niestety, do tej pory nie znaleziono żadnego śladu. Prawdopodobnie nie znajdują się na terenie Anglii. "


" 1 luty, Filadelfia, Pensylwania
Prosimy wszystkich mieszkańców Filadelfii o zachowanie szczególnej ostrożności, gdyż w stanie grasuje seryjny morderca. Według najświeższych wiadomości, Harry Styles był ostatnio widziany w dzielnicy Northeast w towarzystwie dziewczyny. Jego znaki szczególne to kasztanowate, kręcone włosy, zielone oczy oraz spora ilość tatuaży. "


" 13 luty, Londyn, Anglia
Dwa dni temu zostało znalezione ciało poszukiwanej Celine Hellfront w Filadelfii, stanie Pensylwania. Została brutalnie zamordowana prawdopodobnie niecały tydzień przed odnalezieniem zwłok. Jej siostra, Amelie, nadal pozostaje zaginioną. "


Boli mnie głowa, ręce i nogi. Mięśnie, kości, paznokcie, włosy, zęby i serce. A najbardziej dusza.
Nazywam się Amelie Hellfront i zostałam porwana.
Porwana przez psychopatę.